Idealna żona idealnego męża

0
623

Sukces sportowy kosztuje. Wymaga pełnego zaangażowania i determinacji. Każdy sportowiec, pytany o źródło swojej siły i inspirację, bez wahania wskazuje swoją rodzinę. Nie bez powodu mówi się, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi mądra kobieta. Poznaliśmy tę, która wspiera na co dzień Tomasza Hamerlaka, wózkarza, medalistę paraolimpijskiego, sportowca 2005 roku, zawodnika, który w minionym roku stanął m.in. na podium maratonu w Nowym Jorku, mistrzostw świata w Swansea i obronił tytuł zwycięzcy w Stambule. Teresa Hamerlak wygrywa codziennie mieszcząc w za krótkiej dobie wiele ról i obowiązków.

Opowiedz nam o sobie. Czym się zajmujesz zawodowo?

Przede wszystkim jestem matką dwójki wspaniałych dzieci, a zawodowo jestem kosmetyczką i prowadzę własny salon kosmetyczny. Zawód wybrałam trochę przez przypadek Po szkole nie miałam na siebie pomysłu. Spotkałam koleżankę, która robiła wtedy kurs. Pomyślałam, że pójdę z nią i zobaczę, czy to coś dla mnie. Szybko połknęłam bakcyla i wiedziałam, że to jest to, co chcę robić dalej. Początki nie były łatwe. Pracowałam w kilku miejscach, ale od początku wiedziałam, że chciałabym mieć własny salon. Tomek bardzo mnie motywował. Wiedział, że najlepiej pracuję, gdy sama sobie organizuję pracę i bardzo mnie wspierał, namawiał żebym spróbowała na swoim. Tak często powtarzał, że dam radę, aż mu uwierzyłam i spróbowałam.

Dwoje dzieci, własny biznes, duży dom to brzmi, jak bardzo długa lista obowiązków. W czasie sezonu startowego jesteś często sama. Jak sobie z tym wszystkim radzisz?

Muszę przyznać, że to nie jest łatwe. W sezonie startowym staram się mniej pracować w gabinecie. Bardzo pomaga mi moja mama, która zajmuje się dziećmi. Gdy Tomka nie ma, podróżuję rowerem. Zabieram Hanię do koszyka i jedziemy do babci. Mam przy okazji trochę ruchu (śmiech). Wszystko jest kwestią dobrej organizacji i wsparcia najbliższych. Natomiast w okresie roztrenowania i przygotowań treningowych obowiązki domowe dzielimy z Tomkiem po równo. Muszę przyznać, że mój mąż jest bardzo rodzinny i stara się na bieżąco uczestniczyć w tym, co się u nas dzieje.

Przez większą część roku Tomek jest poza domem. Jak zapadają najważniejsze decyzje w domu?

Tomek często jest w rozjazdach, ale mamy ze sobą stały kontakt. Staramy się jednak najważniejsze decyzje podejmować wspólnie. Czasami nie udaje nam się znaleźć czasu na rozmowę. Mąż dzwoni, gdy jest już w hotelu po wyścigu. Zdarza się, że w tym czasie przyjmuję klientki, albo karmię córkę. Były już sytuacje, gdy zasypialiśmy podczas rozmowy, bo tylko w nocy mogliśmy sobie opowiedzieć o całym dniu. Muszę przyznać, że to ja częściej zasypiam, a potem rano czytam sms „ już śpisz, więc zadzwonię jutro”(śmiech).

Czy powrót Tomka do domu oznacza rewolucję w kuchni?

Nie, zupełnie nic się nie zmienia. I w sezonie startowym i w czasie roztrenowania staramy się zdrowo odżywiać. Dużą uwagę zwracamy na jakość produktów. Korzystamy z oferty targowisk, gdzie można kupić wszystko swojskie, domowe. Przez cały rok myślimy o tym, co jemy. Tomek trenując zwraca uwagę, by nie jeść dań ciężkostrawnych. To już u niego nawyk.

Czy codzienne treningi męża motywują cię do aktywności fizycznej?

Tomek ma twardy charakter. On trenuje zawsze. Czy mróz, czy deszcz, on wychodzi i realizuje swój plan. Ja nie jestem taka zmotywowana, ale lubię ćwiczyć. Nie chodzę na siłownię, ani na zajęcia zorganizowane. Ćwiczę w domu. Dzięki temu mam więcej czasu dla dzieci. Syn jest aktywnym piłkarzem, a córka kładzie się obok mnie i ma dużo zabawy z moimi ćwiczeniami. Przyznaję, że ćwiczę od niedawna.

Czy Tomek ma jakieś wady?

Niech pomyślę. Nic mi nie przychodzi do głowy. Może mógłby być większym egoistą. On tak bardzo stara się być dobrym mężem i ojcem, że czasami martwię się o jego wyniki.

Co do twojego życia wniósł mąż sportowiec?

Widziałam mnóstwo pięknych miejsc. Byłam na Paraolimpiadzie w Atenach, pokochałam Szwajcarię. Polubiłam ludzi. Pamiętam pierwsze zawody. To było w Szczecinie. Gdy wróciłam, byłam już całkiem oczarowana. Nie mogłam uwierzyć, że ci zawodnicy są tak pełni energii i tak zarażają entuzjazmem. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że taki sport istnieje. Zupełnie się tym nie interesowałam, ale odkrycie tego świata, było dla mnie czymś niezwykłym. Uwielbiam tych zawodników i bliskie im osoby. Zaprzyjaźniłam się z dziewczyną Marcela Huga, która jest Polką. Mamy ze sobą dobry kontakt.

Dziękujemy za rozmowę

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here