Janusz Bukowski śpi spokojnie i jest spełnionym człowiekiem

0
472

Janusz Bukowski jest biegaczem-amatorem, założycielem stowarzyszenia „Dać Siebie Innym”, oraz organizatorem biegu charytatywnego „Wybiegaj Sprawność”. Znany w Warszawie (i nie tylko) „Gazownik” opowiedział nam o swojej działalności.

Właśnie zaczął się 2015 rok. Ile to już lat zajmuje się pan działalnością charytatywną?

Biegać zacząłem 27 lat temu. Natomiast w tym roku będę obchodził 20-lecie wolontariatu. Od kilku lat organizuję bieg „Wybiegaj Sprawność”.

Jak się to wszystko zaczęło?

W 2010 roku zorganizowałem akcję „Wybiegajmy pomoc dla Adama”. Jeden z kolegów, który mnie znał i wiedział, że interesuję się sprawami niepełnosprawnych, powiedział mi o tym chłopcu. Zwróciłem się więc z apelem o pomoc do portali sportowych. Chciałem, żeby cała Polska wybiegała ten wózek. Trochę się bałem tego, bo o ile ludzie znali mnie z tras biegowych, to nie wiedzieli, że działam jako wolontariusz. Uważałem jednak, że trzeba coś zrobić. Przed wigilią w 2010 roku udało się kupić wózek. Wtedy coś się zaczęło ze mną dziać. Od tej pory cały czas wpływają pieniądze związane z tą akcją. Są one przekazywane na rehabilitację Adama.

Jak to było z biegiem charytatywnym, który organizuje pan w Warszawie?

Akcja Wybiegaj Sprawność narodziła się w 2011 roku. Kończyłem jakiś półmaraton i zrozumiałem, jaki ja jestem próżny. To był chyba mój 23 rok startów i to, co robiłem przez ten czas robiłem tylko dla siebie. Na mecie wpadłem w nostalgię. Zrozumiałem, że bieganie można zamienić na coś innego i dać komuś radość.

Skąd decyzja o tym, żeby zbierać pieniądze na wózki inwalidzkie i zajmować się sprawami niepełnosprawnych?

Pytanie o to, dlaczego wybrałem niepełnosprawnych, zadaje mi dużo osób. Zawsze, gdy widziałem ich determinację w poruszaniu się komunikacją miejską, na ulicach, w pokonywaniu różnych przeszkód, bardzo mi imponowali. Pomimo niepełnosprawności potrafią sobie świetnie radzić. Do tego są większymi optymistami niż ludzie sprawni, których często spotykam. Pomyślałem, że dobrze będzie jeśli ja, dziś jeszcze sprawny, im pomogę. My wszyscy współczujemy, ale im nie jest potrzebne poklepywanie po ramieniu tylko działanie. Paraolimpijczycy z Londynu wrócili jak bohaterowie. Były medale, wywiady, zdjęcia, ale później wrócili do szarej rzeczywistości. Czasami się z nimi spotykam. Niestety, nie jestem w stanie wszystkim pomóc. Podczas ostatniej edycji Wybiegaj Sprawność, przekazaliśmy ruchomą bieżnię Ośrodkowi Rehabilitacji Olimpijczyków i Paraolimpijczyków w Michałowicach. Z relacji dyrektora ośrodka wiem, że spełnia ona kapitalną rolę. Jednak instytucje, które są powołane do tego, by dbać o tych sportowców powinny się trochę wstydzić. Kiedyś ci ludzie nas wzruszali swoimi startami, a teraz są zapomniani. Cieszę się jednak, że mogłem choć w małym stopniu przyczynić się do tego, by sportowcy, którzy stracili wiarę w siebie, znów mogli trenować. Mam już kolejne pomysły, żeby kupić więcej sprzętu rehabilitacyjnego.

Realnie patrząc nie mamy szans na igrzyska w Polsce, ale czy uważa pan, że paraolimpiada w naszym kraju mogłaby być tak popularna, jak ta w Londynie?

Boje się, że nie. W Wielkiej Brytanii jest inne podejście do niepełnosprawności. Tam się tego postrzega w kategoriach wady. To są całkowicie sprawni sportowcy. Dla mnie to było niesamowite doświadczenie, że tyle osób przyszło na stadion nie z przymusu, ale naprawdę chciało oglądać ich zmagania. My natomiast pewnych spraw nie chcemy zauważać. Nie chcemy się identyfikować z niepełnosprawnymi. To jest przerażające, bo każdego z nas może coś w życiu spotkać. Mam nadzieję, że dzięki konsekwencji w działaniach, niepełnosprawność w naszym kraju stanie się sprawnością.

Dużo dostaje pan próśb o pomoc?

Tak. Jednak nie mogę wszystkim pomóc, gdyż żyje z „żebraniny”, czyli darowizn. Prowadzę stowarzyszenie, które nie prowadzi działalności gospodarczej, więc nie mogę z tego nic dla siebie wziąć. Tylko fundacje mogą legalnie odprowadzać procent od darowizn. Zrobiłem to specjalnie, żeby nikt mi nie zarzucił, że poprzez swoją działalność mam samochód, którego nie mam. Staramy się pomóc ludziom, którzy nie wyciągają ręki po pomoc. Często najbardziej potrzebujący nie proszą o pomoc, bo są zbyt dumni. Pracuje ze mną wielu wartościowych wolontariuszy, którzy wyszukują takie osoby. Jestem szczęśliwy, że 13 wózków, które do tej pory wręczyliśmy, trafiło w dobre ręce. Mogę spać spokojnie. Czasami ludzie nie mają hamulców. O wózki starali się też ludzie, którzy już je mieli. Jednak to nie wina dzieci, tylko fatalna postawa rodziców. Niepełnosprawność nie oznacza, że wszystko się komuś należy. Potrzeba trochę pokory.

Nigdy nie żałował pan, że zaczął działać na rzecz innych?

Były momenty zwątpienia. Pytałem siebie, czy to ma sens. Chyba wszyscy, którzy działają na jakimś polu zadają sobie takie pytania. Zastanawiałem się, czy warto poświęcać się dla innych ludzi. Jednak uważam, że warto. Mówię to stanowczo. Pomaganie to jest fajne uczucie. Po 20 latach wolontariatu i czterech latach organizowania biegu Wybiegaj Sprawność, wciąż to czuję. Niestety biegaczy jest coraz więcej, ale grono pomagających się nie powiększyło. Czuję satysfakcję, gdy przypadkowe osoby mnie pozdrawiają i zamieniają kilka słów. Wtedy wiem, że warto to robić.

Czym były spowodowane momenty zwątpienia?

Myślę, że zebrało się na to wiele rzeczy. Są ludzie, którzy mi kibicują oraz tacy, którzy mi źle życzą. Na szczęście tych drugich z roku na rok jest coraz mniej. Za wysoko też stawiam sobie poprzeczkę. Chcę jak najwięcej i najszybciej pomagać. Nie jest to jednak takie proste. Wszystko jest związane z pieniędzmi, rozmowami z ludźmi, do których zwraca się tysiące innych osób. Chyba jestem szczęściarzem, wśród tych tysięcy często jestem ja i bywa, że mi się udaje. Może dlatego, że moją wizytówką jest to, co robię.

Wyobraża pan sobie swoje życie, gdyby nie działalność na rzecz innych?

Gdybym cofnął czas i nie podjął tych samych decyzji, to teraz bym był jednym z wielu biegaczy-amatorów, zwykłym człowiekiem w tłumie. Ja jednak uważam, że każdy powinien się czymś wyróżniać, coś robić pozytywnego i dawać coś z siebie. Nie można mieć klapek na oczach. Mnie cieszy pomaganie. Codziennie mam poczucie, że robię coś fajnego. Na ten rok również mam wiele pomysłów. Trochę brakuje pieniędzy, ale je zdobędę.

Rozmawiał Robert Zakrzewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here