Małgorzata Gałda robi to, co trzeba, wtedy kiedy trzeba

0
460

W zeszłym roku zawody Pucharu Europy w Parakolarstwie odbyły się w Polsce po raz pierwszy. Ich perfekcyjna organizacja, dopracowane szczegóły i rodzinna atmosfera obiły się szerokim echem w świecie. Zawodnicy zachwycili się Rzeszowem, rzeszowianie z podziwem patrzyli na europejską czołówkę kolarską. Władze Europejskiej Federacji Kolarstwa Ręcznego (EHF) odkryły Polskę jako kraj, w którym warto organizować zawody i na stałe otworzyły swoje polskie przedstawicielstwo. Na jego czele nie stoi żaden działacz sportowy, ani były zawodnik. Za organizacją zawodów EHC nie kryje się wielki zespół ludzi swobodnie dysponujący nieograniczonym budżetem. Przedstawicielem EHF jest kobieta, która potrafi robić kilka rzeczy równocześnie, dlatego z powodzeniem łączy swoją funkcję z pracą zawodową, wolontariatem sportowym i rolą mamy. Zapytaliśmy Małgorzatę Gałdę o kulisy przyznania Polsce organizacji zawodów EHC po raz drugi.

Jesteś najmłodszym przedstawicielem krajowym w strukturach EHF. Powiedz, jak tam trafiłaś?

Byłam wolontariuszką sportową. Właściwie nadal nią jestem. Do dzisiaj pomagam przy organizacji maratonów i ultramaratonów. W ten sposób poznałam zawodników polskiej kadry i właśnie w roli wolontariuszki jeździłam z nimi na zawody. Pomagałam jako wsparcie techniczne i coraz bardziej fascynował mnie świat kolarzy ręcznych. Moje zaangażowanie w EHF było naturalną konsekwencją zadań, które wykonywałam wcześniej. Starałam się służyć pomocą organizacyjną, marketingową, promocyjną. Kiedy więc powstał pomysł organizacji zawodów w Polsce, brałam w tym czynny udział i po jakimś czasie dostałam propozycję, żeby zająć się tym tematem w bardziej zorganizowany sposób. Tak zostałam przedstawicielem EHF w Polsce i przyznaję, że początkowo miałam wiele obaw, ale podeszłam do tego zadania z pełnym zaangażowaniem i zostało to docenione przez władze federacji.

Jak wyglądała procedura wyboru Rzeszowa jako miejsca organizacji europejskich zawodów?

Najpierw organizuje się lokalne zawody i zazwyczaj reprezentant EHF przyjeżdża na wybrane imprezy. Przygląda się i ocenia organizatorów. Dla niego ważne jest, czy ma do czynienia z zespołem, który poradzi sobie z tak dużym wyzwaniem, jakim jest organizacja zawodów cyklu Pucharu Europy. My byliśmy trochę uprzywilejowani, bo mistrz świata Rafał Wilk, ma opinię nie tylko wspaniałego sportowca, ale też bardzo solidnego i konkretnego człowieka. Federacja mu zaufała. Jeden etap mogliśmy ominąć, ale oczywiście kontrola się odbyła. Zostały sprawdzone wszystkie miejsca, założenia logistyczne, jakość trasy wyścigu i samo miasto. Zawody zostały nam przyznane i były dla nas wszystkich sprawdzianem. Myślę, że egzamin zdaliśmy z bardzo dobrą oceną. Zawodnicy byli zadowoleni, federacja również. Nie można też zapominać, że rzeszowscy kibice mieli okazję po raz pierwszy zobaczyć zwycięski wyścig Rafała Wilka na żywo. Nie udała się jedynie pogoda (śmiech).

Na tym proces zapewne się nie skończył. Były jakieś podsumowania i raporty dla władz europejskich?

W listopadzie w Louny odbyło się spotkanie organizacyjne EHF. Bardzo miło było mi spotkać przedstawicieli federacji z różnych krajów, ale były to jednocześnie intensywne dni. Raporty, kontrole, wnioski, opinie, plany rozwoju, wspólna polityka wszystkich oddziałów. No i najważniejsze, że podczas tego spotkania został zatwierdzony kalendarz zawodów na 2015r., a w nim znalazło się miejsce dla Rzeszowa. Zawody cyklu Pucharu Europy odbędą się w Polsce po raz drugi.

Czy były jakieś wątpliwości w tej sprawie?

Nie. Jedynym problemem było znalezienie daty, która nie będzie kolidowała z bardzo ciasno zapisanymi harmonogramami zawodów. Oprócz EHF, trzeba przecież brać po uwagę międzynarodowe zawody UCI i mistrzostwa krajowe oraz największe maratony np. w Berlinie, Warszawie, Wrocławiu. W końcu się udało i została ustalona data majowa, która mam nadzieję, będzie dla wszystkich dogodna. W zeszłym roku z powodu kolizji terminów zawodów, nie odwiedzili nas czołowi zawodnicy z Francji. Chciałabym, żeby impreza stawała się coraz bardziej popularna także wśród polskich parakolarzy.

Praca nad drugą edycją imprezy już się rozpoczęła. Czy teraz jest łatwiej?

W tym roku jesteśmy bogatsi o doświadczenie, więc na pewno cały proces organizacyjny przebiegnie sprawniej. Jestem również pewna, że będzie nas to kosztowało mniej wysiłku. Wiemy, czego unikać. Mamy już przygotowane sprawy formalne. Na pewno będzie łatwiej. Nasz debiut nie byłby tak udany, gdyby nie ciężka praca wolontariuszy. Wykonali ogromną pracę. Dzięki nim wierzę, że będzie dobrze, chociaż pogody nie gwarantuję.

Muszę cię o to zapytać. Pracujesz, po pracy działasz w EHF, jesteś wolontariuszką, mamą i pomagasz w pracach Fundacji Rafała Wilka. Jak ty to robisz? Doba ma tylko 24 godziny.

Mało oglądam telewizji (śmiech).To kwestia dobrej organizacji. Praca w EHF, organizacja zawodów, czy pomoc przy pracach fundacji, mają charakter projektowy. Czasami jest rzeczywiście bardzo dużo pracy, ale po okresie przesilenia, robi się luźniej. Po prostu robię to, co trzeba, wtedy, kiedy trzeba.

Dziękuję za rozmowę

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here