Paweł Faron: „ Paralotniarstwo to piękny sport, chociaż …”

0
372

Paweł Faron, paralotniarz, członek kadry narodowej, mistrz Polski z 2006 r., zwycięzca XC Autralian Open 2009 r., 14 zawodnik Red Bull X-Alps w 2013 r., wspomina swój udział w Red Bull X-Alps i zdradza swoje plany na przyszłość i mówi o pieniądzach.

Udział w zawodach Red Bull X-Alps wymagał umiejętności latania, ale też wspinaczki i biegania. Zacznijmy po kolei. Pierwsze było latanie czy wspinaczka?

Od dziecka byłem zainteresowany lataniem i samolotami. Zawsze budowałem latawce i modele samolotów. To był mój konik. Mam nawet zdjęcie, jeszcze z przedszkola, na którym pozuję z samolotem, a każdy mógł sobie dowolnie wybrać rekwizyt. (Śmiech). Wspinaczką zainteresowałem się dopiero w szkole średniej. Najpierw były skałki, potem większe góry, ale to było takie amatorskie wspinanie. Góry to moja pasja. Zawsze mnie pociągały i lubiłem po nich chodzić. Góry i latanie są ze sobą powiązane. Można latać na płaskim terenie i takie latanie jest spokojniejsze, bardziej bezpieczne, ale dla mnie to trochę nudne. W górach drzemie coś takiego, że człowieka w nie ciągnie.

Podczas przygotowań do pierwszego startu w Red Bull X- Alps w 2011 r., najwięcej czasu poświęcił pan bieganiu. Schudł pan wtedy 12kg, a to chyba nie jest dobre dla lotnika?

Zanim urodził się mój syn, dużo się wspinałem, chodziłem po górach. Gdy urodził się Franuś, troszeczkę zacząłem cierpieć na brak czasu i zaniedbałem te wszystkie sporty. Byłem po prostu tatą. Ograniczyłem chodzenie po górach, skupiłem się na lataniu, a podczas latania nie ma takiego wysiłku fizycznego, żeby spalać kalorie. Niestety wtedy trochę przytyłem. To nie była duża nadwaga, bo mieszkam w górach, więc i narciarstwo uprawiałem i dużo skituruję . To mnie trzymało w ryzach. W tym roku, chociaż jestem cały czas w cyklu treningowym, nie było zimy i byłem w górach tylko 5 razy, ale jak zacząłem przygotowania do Red Bull X- Alp, 12 kilogramów straciłem w ciągu 1,5 miesiąca. Wystarczyło wrócić do sportu. Bardzo łatwo się chudnie, gdy się trenuje, tylko że ja nie mogłem za bardzo schudnąć, bo paralotnia jest przeznaczona na określoną wagę pilota. Im mniejsza waga, tym mniejsza paralotnia, a mała paralotnia gorzej lata. Zależało mi, żeby wagę utrzymać na stałym poziomie.

Stosował pan jakąś dietę, liczył kalorie, węglowodany, proteiny?

Nie stosowałem żadnej diety. Nie sprawdzałem kalorii, ani węglowodanów. W ogóle nie przejmuję się swoją dietą. Jadłem naprawdę dużo i właściwie jadłem wszystko. Starałem się tylko, żeby to były urozmaicone posiłki. Udało mi się zatrzymać na 70 kilogramach. Taka waga pozwala na skrzydła o przyzwoitej wielkości.

W Red Bull X-Alps wystartował pan dwukrotnie. Ten drugi raz, w 2013 r. ukończył pan na 14 miejscu. Czym się różniły przygotowania?

W 2011 r. brałem plecak i codziennie chodziłem po górach. Robiłem sobie 15-kilomterowe wycieczki. W przygotowaniach do ubiegłorocznego startu, dołożyłem do chodzenia po górach, bieganie po asfalcie, ponieważ podczas wyścigu dużo kilometrów robi się właśnie po asfalcie. Trzeba do tego przyzwyczaić nogi. W 2011 r., gdy ukończyłem wyścig, moje nogi wyglądały strasznie. Były jednym wielkim odciskiem. Skóra odchodziła płatami. W 2013 r. nie miałem żadnych odcisków. Myślę, że trening się sprawdził, ale decydującym czynnikiem mógł być dystans. Rok temu pogoda była sprzyjająca. Więcej czasu spędziłem w powietrzu. Trzy lata temu pokonałem pieszo 720km, rok temu było tego 120km mniej. Po pierwszym starcie, chyba pół roku to trwało, zanim bez bólu mogłem biegać. Miałem problem ze stawami w kostce. W 2013 r. byłem gotów do treningów już tydzień po starcie.

Pod koniec stycznia wziął pan udział w Super Finale Pucharu Świata w Valaderas i zajął tam 20 miejsce. Prawie 30 % zawodników zostało zdyskwalifikowanych. Co się tam stało?

 Piloci, którzy w ciągu roku brali udział w różnych edycjach zawodów pucharu świata i osiągnęli najlepsze wyniki, dostają się do super finału. Ja dostałem tzw. dziką kartę, dlatego że nie brałem udziału w tym cyklu zawodów. Było 120 zawodników, zająłem 40 miejsce, ale niektórzy startowali z nowym skrzydłem. Niestety nie było to skrzydło z certyfikatem. Na takich zawodach jest to niedopuszczalne i to właśnie było przyczyną dyskwalifikacji. Ostatecznie zająłem 20 miejsce i było to najwyższe miejsce wśród wszystkich startujących Polaków.

Czym różni się rywalizacja w zawodach pucharowych od ekstremalnych imprez typu X-Alps?

Finał pucharu świat to zwykły wyścig. Mamy wyznaczoną trasę. Wygrywa ten, kto szybciej ją obleci. Każdego dnia ta trasa jest inna. W zależności od pogody może wynosić 100km, a może i 40 km, ale przeciętnie trasa wyścigowa mieści się w granicach od 50 do 100 kilometrów. Start jest wspólny, aczkolwiek w powietrzu tzn., że o np. o 14:00 wszyscy startują, ale wyścig zaczynamy o 15:00. Każdy musi mieć czas, żeby się wykręcić pod chmurę. Chodzi o to, żeby na początku uzyskać, jak największą wysokość. Pod koniec każdego dnia zliczane są punkty. W ostatnim dniu zawodów kasowane są najgorsze wyniki i zlicza się to, co zostało.

Do Brazylii planował pan pojechać w innym celu? Miał pan bić rekord świata.

To prawda. W północno-wschodniej części Brazylii są do tego idealne warunki. To w zasadzie pustynia i nie ma żadnych stref lotniczych. W Europie jest tyle stref zakazanych, że człowiek za dużo czasu traci na omijanie sektorów, w których nie wolno mu się znaleźć. Tam tego nie ma. Startujemy z górki i lecimy z wiatrem, ile się da. Drugim dobrym miejscem do bicia rekordu jest Afryka np. RPA. Muszą to być jednak tereny na tyle dostępne, żeby po wylądowaniu istniała jakaś droga. Tego typu przedsięwzięcia, tak jak i kolejny start w Red Bull X-Alps są zależne od wsparcia sponsorów. Będę się starał wrócić do tematu w tym roku, jeśli tylko zbiorę fundusze.

O jakich kwotach mówimy?

Paralotniarstwo to piękny sport i właściwie dla każdego, ale nie jest tani. Sprzęt do Red Bull X-Alps jest robiony na zamówienie. Trzeba używać najnowszego sprzętu, żeby rywalizacja była wyrównana. Niech wygrywają lepsi, a nie ci, którzy mają pieniądze na sprzęt. Myślę że, kwota 35-40 tys. zł pozwoliłaby mi spróbować. Niestety paralotniarstwo nie jest sportem medialnym i nie zawsze udaje się zyskać partnerów.

W tym roku wystartuje pan w 13. FAI Mistrzostwach Europy w Kapaonik. Czego możemy się spodziewać?

W Serbii będę reprezentował Polskę z kilkoma innymi pilotami, ale o formie trudno mówić, bo w paralotniarstwie jest ona nieprzewidywalna. Często jest tak, że wszystko dobrze idzie, przychodzą zawody, powinno się mieć najlepszą formę, a tu nagle coś przestaje grać. Nie wiem, od czego to zależy. Nie wiadomo, jaka cecha czyni mistrza. Dużo zależy od decyzji, które się podejmuje w powietrzu. Wybór chmury, strony zbocza, nagrzanej łąki ma znaczenie. Oczywiście liczba wylatanych godzin, doświadczenie, intuicja to podstawa.

Życzymy powodzenia na mistrzostwach i trafnych wyborów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here